Mistrzostwa Polski
Farma Sielanka, czerwiec 2006

Wegetacja

Kolejne Mistrzostwa Polski w rajdach długodystansowych za nami. Świetne wyposażony i bardzo dobrze zorganizowany ośrodek Sielanka, w którym w połowie czerwca odbywały się - już drugi raz z rzędu - międzynarodowe zawody, niestety, nie pomógł rajdom. Ciągle jest to dyscyplina niezrozumiała i nudna dla widzów. Duża w tym "zasługa" komisji sędziowskiej, która nie potrafi na bieżąco generować wyników i udzielać informacji. Poziom sportowy Mistrzostw był niski, głównie z dwóch powodów:
- spadła popularności rajdów wśród klubów jeździeckich, zniechęconych negatywną postawą PZJ wobec dyscypliny,
- nastąpiło nagłe ocieplenie i konie miały tylko kilka dni na aklimatyzację.

Propozycje dotyczące zawodów krajowych PZJ opublikował zaledwie dwa tygodnie przed zawodami. Na stronie organizatora i na www.endurance.pl pojawiły się one na miesiąc przed zawodami.
Już wtedy krytykowałem propozycje konkursów. Miałem uwagi do długości dystansów (zamiast dystansu 92 km powinien być 80 km, zamiast 68 km - 60 km), do długości etapów (2 razy 40 km to zdecydowanie za dużo), do krótkich przerw miedzy etapami. Łatwą, nizinno trasę niepotrzebnie utrudniono źle zaplanowanymi długościami kolejnych etapów.
Komisja przed startem zmieniła to, co mogła zmienić - część przerw wydłużyła do 40 minut.
Przed zawodami sygnalizowałem też, że mogą być kłopoty z aklimatyzacją koni. Przebieg zawodów potwierdził te przypuszczenia. Nagłe ocieplenie dla wielu koni okazało się zabójcze i mieliśmy wiele eliminacji. Jest to kolejny argument, żeby Mistrzostwa Polski rozgrywać w lipcu lub w sierpniu, a nie w czerwcu.

Zawody rozpoczęły się w upalny piątek (temperatura dochodziła do 30 st. C), 16 czerwca, dystansami na 68, 56 i 28 km. Dystansu 68 km nikt nie ukończył. W tym konkursie trójka zawodników - Patrycja Berezowska na Maruku, Maciej Kacprzyk na Fultonie i Kamila Urbańczyk na Asyrii - rozegrała pasjonujący i widowiskowy finisz. Końcową pętlę (12 km) konie pokonały w szybkim tempie około 20 km/godzinę, a kilka ostatnich kilometrów ścigały się cwałem. Na metę wpadły w kilkusekundowych odstępach. W konkursie tym koń w ciągu 20 minut od przekroczenia mety musi mieć tętno poniżej 56 ud/minutę. Są to ostre warunki i żaden z wymienionych koni normy tej nie spełnił.
Widowiskowy przebieg konkursu spotkał się z krytyką działaczy -malkontentów, dla których rajdy długodystansowe są spokojnym pokonywaniem dystansu w równym tempie 12-15 km/h, a szybkość 20 km/h uchodzi za wysoką. A jak jest w na świecie? W czasie ostatnich MŚ w Dubaju, rozegranych w terenie nizinnym, druga na mecie Francuska Barbara Lissarague na klaczy Georga przejechała ostatni etap (od 141 km do 160 km) w tempie 31,28 km/h. W Polsce takie prędkości widzimy tylko na Służewcu.
Warto przypomnieć, że ścigający się jeźdźcy to zawodnicy doświadczeni, w przeszłości medaliści Mistrzostw Polski. Konie miały po 7 i 8 lat. Ich karty weterynaryjne z wcześniejszych bramek były dobre, podobnie czasy wejścia na bramkę. Nie ma więc formalnych podstaw, żeby krytykować postępowanie zawodników. Zwycięstwo wymagało ryzyka.

W sobotę rozegrano zawody na dystansach: 92 km - na starcie 4 konie pod seniorami i 1 koń pod mj/j, 120 km - na starcie 5 koni pod seniorami i 10 koni pod mj/j, na 160 km - na starcie 12 koni. Stawki dość liczne jak na nasze warunki. Dużą obsadę konkursów zawdzięczamy gościom zagranicznym z Czech, Litwy, Luksemburga, Słowacji, Rosji. Temperatura w sobotę była niższa niż w piątek (około 27 st. C w południe) i niebo było często zachmurzone. Trochę lepsze warunki pogodowe nie przełożyły się jednak na lepsze wyniki.
Dystans 92 km ukończył tylko 1 koń; dystans 120 pokonały - 2 konie seniorów i 3 mj/j, a dystans 160 km - tylko 3 konie. Tak dużej liczby eliminacji dawno nie było na polskich zawodach.
Tempa kończących koni były niskie. Jedynie Czech Emil Stefek na Umagu pokonał 120 km w dość dobrym, jak na panujące warunki pogodowe, tempie - 15,05 km/h.

Zwycięzcą na 160 km i Mistrzem Polski 2006 został Ester pod Marcinem Tobiaszem. Para ta była już MP w roku 2003, a w 2002 roku zajęła drugie miejsce. Zawodnik pokonał pierwsze 40 km w tempie 15,8 km/h. Potem znacznie zwolnił. Nie są to oszałamiające wyniki, ale trudno o lepsze, gdy brak konkurencji. Warto zauważyć, że Ester wchodził na bramkę zwykle po około 1,5 minuty od zakończenia etapu. Tak krótki czas pokazuje, że koń był przygotowany do wysiłku. Ester bardzo dobrze wyglądał zarówno na bramkach weterynaryjnych, jak i na trasie. W dodatku siedział na nim dobry jeździec, co jest rzadkością w polskich rajdach. Druga na mecie była Kamila Kart na Cercie. Tempo 11,15 km/h nie jest imponujące, ale był to pierwszy dystans 160 km tej pary. Trzecim i ostatnim zawodnikiem na mecie był Jan Melter z Czech, który na koniu Sendy ukończył konkurs w niskim tempie 10,34 km/h.

Mistrzostwa Polski juniorów i młodych jeźdźców, rozgrywane na 120 km, miały dość zaskakujący przebieg. Startowało 5 par. Na podium stanęła tylko jedna juniorka - Agata Siczek, która jechała na rosyjskim kłusaku Forum. Dla tej pary było to pierwsze 120 km. W konkursie przez ponad 100 km prowadziła Milena Kalata na Ewingu. Czasy wejście tej pary na bramkę były niepokojąco wysokie - ponad 16 minut, co sugerowało, że koń nie jest przygotowany do takiego wysiłku. Kolejne kilometry konkursu potwierdziły to przypuszczenie - Ewing po 108 km został wyeliminowany ze względu na metabolizm. Szkoda, że zawodniczka nie zwolniła. Podczas uroczystości wręczania nagród bardzo źle wyglądają puste miejsca na podium. W MP juniorów i młodych jeźdźców były aż dwa wolne miejsca!

Należy wspomnieć, że ruch koni na bramkach oceniało dwóch doświadczonych lekarzy zagranicznych: Surendra Babu i Hosain Atbara. Kryteria ich były bardzo surowe. Koń ze słabym ruchem nie miał szans na kontynuację zawodów. Ostre oceny za ruch były mocno krytykowane, ale pojawiły się też głosy poparcia. Gdyby w ubiegłym roku obowiązywały takie zasady, zwycięski w MP j/mj koń Ebulio zostałby wyeliminowany w czasie konkursu. Niestety, kontynuował jazdę z kulawizną, czego skutkiem jest długotrwała kontuzja i koń ma małe szanse powrotu do sportu. Pobłażanie może więc skończyć się fatalnie dla konia.
Organizator ze swojego zadania wywiązał się wzorowo.
Może w przyszłości warto pomyśleć o punkcie pojenia koni gdzieś na trasie - basen z wodą w gospodarstwie byłby mile widziany, tym bardziej że wodę ze zbiornika na polu serwisowym cześć koni piła niechętnie.

Zawody pokazały, w jak słabej kondycji jest polskie jeździectwo wytrzymałościowe. Eksperymenty organizacyjne PZJ na pewno przyczyniają się do takiego stanu rzeczy. Rajdy długodystansowe są jedyną dyscypliną PZJ bez swojej komisji i regulaminu. "Opiekunem" rajdów w PZJ jest Dariusz Kielak, który ma zerową wiedzę o rajdach. Ten nomenklaturowy działacz formułuje szaleńcze zasady kwalifikacji do MŚ i ME, których nikt nie spełnia.

I pomyśleć, że rajdy długodystansowe są drugą - pod względem liczby zarejestrowanych jeźdźców - dyscypliną jeździecką FEI, a Polska słynie z koni arabskich, które tak dobrze sprawdzają się w rajdach.

Zbigniew Kacprzyk

Skrócona wersja komentarza ukazała się w miesięczniku "Świat Koni" nr 7/2006

Galeria zdjęć - piątek - CEI/CEN 68 km, L*, L
Galeria zdjęć I - sobota - CEI 160km/120km/92km
Galeria zdjęć II - sobota - CEI 160km/120km/92km


Copyright by www.endurance.pl Wszelkie prawa zastrzeżone

| Wstecz | | Strona główna